Blogi Muzeum Literatury
Archiwum Maj 2012
Data dodania: 14 maja 2012

…a przynajmniej skłaniają do przemyśleń.

Ostatnio obowiązki służbowe rzuciły mnie w podróż – niedługą co prawda, ale cel był z najszacowniejszych: Senat RP! Pokonywanie tych trzech kilometrów samochodem mijałoby się z celem, a udane zaparkowanie w rejonie parlamentu graniczyłoby z cudem. Zwłaszcza, że na trawniku przy ul. Wiejskiej trwał właśnie w najlepsze wesoły piknik i gdy opuszczałem teren sejmu, z głośników dobiegał wyraźnie sepleniący głos jakiegoś barda, domagającego się – przy wtórze ryku wuwuzeli i gwizdków – żeby Polska była Polską. W związku z tymi występami cały teren był starannie ogrodzony barierkami, co dodatkowo zmniejszyło liczbę miejsc parkingowych i potwierdziło słuszność wyboru komunikacji publicznej jako sposobu przemieszczania się na trasie Muzeum Literatury – Senat Rzeczypospolitej.

Jadąc więc autobusem miałem rzadką okazję rzucić okiem na Nowy Świat, niedostępną dla mnie jako kierowcy warszawską wersję Champs-Élysées. Ponieważ autobusy i taksówki przemieszczają się tą arterią w żółwim tempie, wykonałem następujące ćwiczenie umysłowe. Nowy Świat z przyległościami to rejon, w którym spędziłem dzieciństwo i młodość, spróbowałem więc wyobrazić sobie, że zostałem z tej odległej krainy przeniesiony w cudowny sposób w czasy obecne. Co by mnie zaskoczyło, zdumiało, zaszokowało?

Pomijam wnętrze autobusu: ktoś rzucony z ryczącego i brudnego Jelcza do kabiny Solarisa czy MAN-a, niemal sterylnej, klimatyzowanej (kiepsko!), z reklamami wyświetlanymi na monitorach, niewątpliwie doznałby wstrząsu. Ja jednak skupiłem się na widokach za szybą.

Poszerzone kosztem jezdni chodniki są oczywiście atrakcją i wygodą dla pieszych, ale ruch kołowy, choć zmniejszony, odbywa się w tempie takim, jakie pamiętam sprzed niemal pół wieku. Na szerszych chodnikach przybyło kawiarnianych ogródków, a same kawiarnie, podobnie jak sklepy, noszą modne światowe nazwy. Zaskoczenie niewątpliwie wzbudziłaby pani w wieku zdecydowanie dojrzałym, przemierzająca Nowy Świat na hulajnodze. Zaciekawiłby z pewnością widok osób, stojących w kilku miejscach i w nabożnym skupieniu kontemplujących okienka w ścianach budynków, opatrzone niezrozumiałym słowem: bankomat. Moda prezentowana przez przechodniów byłaby interesująca, ale na pewno nie szokująca. Teraz jest po prostu bardziej tolerancyjna, wszelkie style są akceptowalne; wtedy przez jeden sezon obowiązywały rurki, a przez dwa następne spodnie rozszerzane – i nie mogło być wyjątków.

Tym co wprawiłoby w największe zdumienie, był widok jednej z kamienic, której fasada jest remontowana. Zgrabne, lekkie rusztowanie pokryte drobną siatką w wesołym kolorze i odbywający się pod nim normalny ruch – to widok nie do pojęcia dla kogoś kto pamięta PRL-owskie remonty. Wówczas cały chodnik na długości odnawianego budynku zostałby odebrany pieszym, z wyjątkiem wąziutkiej ścieżki tuż przy jezdni, przykrytej masywnym, drewnianym dachem, na który spadałyby z hukiem fragmenty skuwanej elewacji, budząc u starszych przechodniów nieodparte skojarzenia z przeżyciami z okresu Powstania.

Tu chyba właśnie zaszła największa zmiana w scenach widzenia podróżnika w czasie.

O autorze
Andrzej Fiett, absolwent polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, pracownik Biblioteki Uniwersyteckiej w latach 1981-1982. Od 1984 r. pracuje w Muzeum Literatury, najpierw w Dziale Rękopisów, w 1998 r. został głównym inwentaryzatorem muzeum.

Prywatnie interesuje się historią i nowoczesnymi grami planszowymi, zwłaszcza historycznymi i wojennymi. Pytany o ulubionych bohaterów literackich wymienia Felicjana Dulskiego, Johna Yossariana i Kłapouchego.
Muzeum Literatury
Ostatnie wpisy
Archiwa
Blogi Muzeum Literatury
Copyright © 2010-2014 Muzeum Literatury