Blogi Muzeum Literatury
Archiwum Lipiec 2013
Data dodania: 9 lipca 2013

13 stycznia dzieliłem się z czytelnikami radością ze znalezionego pod choinką biletu na koncert Joe Satrianiego. Teraz pora na wrażenia z występu gitarzysty.

Koncert miał się odbyć w klubie Stodoła, ale w związku z ogromnym zainteresowaniem został przeniesiony w plener, tzn. do amfiteatru w Parku Sowińskiego. Ostatni raz byłem na koncercie w Stodole ponad 30 lat temu, jesienią 1982 roku, na jednym z dwóch legendarnych występów Perfectu – nagrany wówczas materiał ukazał się w 1983 r. na płycie Live, najlepszym chyba polskim krążku koncertowym.  Atmosfera tamtego występu była niesamowita: stan wojenny w pełnym rozkwicie, a tu Markowski śpiewa „Nie bój się tego…” i zawiesza głos – my ryczymy: „Jaruzelskiego!” Słuchając płyty Live, zawsze z dumą myślę o swoim współudziale we wrzasku, tworzącym naturalne tło Niemego kina czy Autobiografii. Po koncercie, późnym wieczorem, szliśmy ławą środkiem Alei Niepodległości, śpiewając chóralnie: „Chcemy bić ZOMO, chcemy bić ZOMO jeszcze!” Jednak ZOMO nie chciało być bite tego wieczoru.

Zapamiętałem z tego koncertu coś jeszcze – niebywałą wprost duchotę panującą we wnętrzu klubu. Trzeba było co jakiś czas wychodzić na wewnętrzny dziedziniec, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza i nabrać siły do dalszego aktywnego udziału w koncercie. Dlatego informację o przeniesieniu występu Satrianiego na otwartą przestrzeń przyjąłem z wielką radością, choć i z obawą o kapryśną i zmienną lipcową pogodę. Ta na szczęście dostosowała się do wspaniałej formy amerykańskiego gitarzysty.

Satch z zespołem grali bite dwie godziny, budząc ogromny entuzjazm słuchaczy reprezentujących najróżniejsze pokolenia. Choć nie brakowało fanów, których rodzice w czasie koncertu Perfectu w Stodole nie planowali jeszcze posiadania dzieci, to stwierdziłem z pewną ulgą, że zdecydowanie nie jestem najstarszy na widowni! Bez względu na wiek, wszyscy bawiliśmy się świetnie, ale – jak to bywa na koncertach promujących najnowszą płytę – emocje sięgały zenitu przy starszych, lepiej osłuchanych kawałkach. Nic w tym dziwnego, skoro płyta Unstoppable Momentum ukazała się w maju tego roku, a przebój Surfing With the Alien powstał zaledwie pięć lat po słynnym występie Perfectu w Stodole.

Satriani, który w najbliższy poniedziałek będzie obchodził 57. urodziny, jest w rewelacyjnej formie! Wraz z trzyosobowym zaledwie zespołem wyczarował prawdziwą kaskadę dzięków, prezentując w pełni swą słynną, niezwykłą technikę gry, wspartą efektownymi, choć nieprzeładowanymi efektami wizualnymi. Jest to  w dodatku muzyka „łatwa w odbiorze” w tym sensie, że motywy przewodnie utworów są proste i wpadające w ucho. Ale to, co się z nimi dzieje później, jest trudne do opisania – tego trzeba po prostu posłuchać!

Nieplanowanym i niezwykłym efektem towarzyszącym koncertowi była „naturalna klimatyzacja” – wraz z zapadającym zmierzchem kwitnące wokół lipy dostarczały wspaniałych, narastających wrażeń węchowych, magicznie uzupełniając doznania pozostałych zmysłów.

Mam nadzieję, że entuzjastyczne przyjęcie przez polską widownię (cztery utwory na bis!) skłoni Satrianiego do ponownego przyjazdu. Chyba się znowu wtedy spotkamy.

CU!

Satriani 20130706_205912

O autorze
Andrzej Fiett, absolwent polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, pracownik Biblioteki Uniwersyteckiej w latach 1981-1982. Od 1984 r. pracuje w Muzeum Literatury, najpierw w Dziale Rękopisów, w 1998 r. został głównym inwentaryzatorem muzeum.

Prywatnie interesuje się historią i nowoczesnymi grami planszowymi, zwłaszcza historycznymi i wojennymi. Pytany o ulubionych bohaterów literackich wymienia Felicjana Dulskiego, Johna Yossariana i Kłapouchego.
Muzeum Literatury
Ostatnie wpisy
Archiwa
Blogi Muzeum Literatury
Copyright © 2010-2014 Muzeum Literatury