Blogi Muzeum Literatury
Archiwum Sierpień 2014
Data dodania: 25 sierpnia 2014

Wygląda na to, że swoim poprzednim wpisem z 8 sierpnia wywołałem wilka z lasu. Oto dowiaduję się, że pewien dawno temu przebrzmiały satyryk w trakcie kuracji sanatoryjnej doznał nagłego objawienia i rzucił ideę uczczenia 200. rocznicy Bitwy Warszawskiej wzniesieniem w stolicy łuku triumfalnego. Myśl podchwyciło liczne grono znanych humorystów, a jeden z entuzjastów zaproponował, by rzeczony łuk połączył brzegi Wisły.

Bardzo podoba mi się ten pomysł. Ze swej strony proponuję, żeby ów łuk miał zgodną z  naturą i tradycją formę tęczy, symbolu radości i nadziei.

Data dodania: 8 sierpnia 2014

Jako urodzony w Warszawie, a i za sprawą tradycji pielęgnowanych w mojej rodzinie, miałem od zawsze nieco „nabożny” stosunek do Powstania Warszawskiego. Oczywiście w miarę dorastania i poznawania faktów moje emocje uległy rozdarciu: fascynacji bezgranicznym poświęceniem dziesiątków tysięcy młodych powstańców zaczęło coraz mocniej towarzyszyć przerażenie na myśl o – określmy to eufemistycznie – skrajnej niekompetencji, beztrosce i braku wyobraźni niektórych osób, podejmujących wówczas kluczowe decyzje polityczne i militarne. W wolnej Polsce manifestowanie przywiązania do tradycji Powstania przestało być znakiem sprzeciwu wobec komunistycznej władzy, a z drugiej strony krytyczna analiza historyczna procesu, który doprowadził do jego wybuchu i determinował jego przebieg, nie jest dowodem ulegania komunistycznej propagandzie. Choć oczywiście nie brak polityków, którzy tak właśnie chcieliby ustawić do bicia swoich przeciwników, a sami przybierają pozę jedynych legalnych spadkobierców powstańczej tradycji. Ich zwolennicy rokrocznie oddają hołd Powstaniu, bucząc i gwiżdżąc na wybranych jego weteranów. Nie o patologiach chciałem jednak dziś powiedzieć.

Dziś jest 8 sierpnia – mija tydzień od 70. rocznicy wybuchu walk powstańczych o Warszawę, a dokładnie za siedem dni przypadnie inna rocznica, która w odróżnieniu od tej pierwszej niestety przejdzie niemal bez echa. Gdyby pytać przechodniów, zapewne większość z nich kojarzyłaby datę 15 sierpnia ze świętem kościelnym, nieliczni może wspomnieliby o święcie Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej. Skojarzenia historyczne miałoby zapewne niewielu. Tymczasem tego dnia miną 94 lata od jednego z najświetniejszych polskich zwycięstw w historii, odniesionego własnymi siłami (pamiętam rzecz jasna o roli zachodnich doradców wojskowych) i o tak brzemiennych konsekwencjach dla tej części świata. Nie podzielam opinii, że przegrana Polski w Bitwie Warszawskiej skazałaby całą Europę na komunistyczną przyszłość, tego armia bolszewicka nie mogła osiągnąć w tym czasie. Ale Europa środkowa, wschodnia, może i część południowej leżały całkowicie w jej zasięgu.

Tymczasem ta wybitna i bezprecedensowa wiktoria została niemal natychmiast zdeprecjonowana przez sporą część rodaków i pogardliwie nazwana „cudem nad Wisłą”, aby podkreślić, że nie jest ona dziełem młodego Państwa Polskiego, jego sił zbrojnych i dowództwa, tylko czynników nadprzyrodzonych i zbiegu okoliczności. Niezależnie od tego komu przypiszemy autorstwo świetnego planu flankowego uderzenia znad Wieprza, odpowiedzialność za jego przyjęcie i wykonanie spadło całkowicie i wyłącznie na dowództwo Wojska Polskiego, jego oficerów i żołnierzy.

W odstępie niepełnego ćwierćwiecza Polacy stoczyli dwie bitwy przeciw imperialnym ambicjom Rosji, bo przecież Powstanie Warszawskie, choć militarnie skierowane w niemieckich okupantów stolicy, zostało w sensie politycznym zaplanowane i wymierzone w nadciągającą Armię Czerwoną i sowieckie plany wobec Polski. Jest rzeczą zdumiewającą (podkreślam: nie oburzającą, smutną czy zawstydzającą – po prostu zdumiewającą), że z tych dwóch polskich wielkich bitew polska pamięć i świadomość zbiorowa jako przedmiot czci wybrały przerażającą i nieuniknioną klęskę, a wyparły bezprzykładne i zasłużone zwycięstwo. Że chętniej identyfikujemy się z katastrofą niż sukcesem. Dlatego też tylu u nas chętnych do czczenia kolejnych rocznic największego osiągnięcia komunistów, czyli wprowadzenia stanu wojennego, a tak niewielu skłonnych okazywać radość z powodu czerwcowego zwycięstwa nad komunizmem. Nie może to być wyłącznie manipulacja polityków i sprzyjających im historyków – zjawisko musi zatem odpowiadać jakiemuś autentycznemu, głęboko zakorzenionemu polskiemu zapotrzebowaniu. Wiele to mówi o nas samych, choć nie wiem czy mówi dobrze, źle czy neutralnie. Po prostu mówi.

1 sierpnia o godzinie 17, jak wszyscy wokół, choć przede wszystkim z własnej, najgłębszej potrzeby, zatrzymałem samochód i włączyłem klakson, byłem szczerze wzruszony słuchając powstańczych piosenek i wspomnień. Co będę robił i czuł 15 sierpnia?

O autorze
Andrzej Fiett, absolwent polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, pracownik Biblioteki Uniwersyteckiej w latach 1981-1982. Od 1984 r. pracuje w Muzeum Literatury, najpierw w Dziale Rękopisów, w 1998 r. został głównym inwentaryzatorem muzeum.

Prywatnie interesuje się historią i nowoczesnymi grami planszowymi, zwłaszcza historycznymi i wojennymi. Pytany o ulubionych bohaterów literackich wymienia Felicjana Dulskiego, Johna Yossariana i Kłapouchego.
Muzeum Literatury
Ostatnie wpisy
Archiwa
Blogi Muzeum Literatury
Copyright © 2010-2014 Muzeum Literatury